Moja mama postanowiła stworzyć jej czekoladową wersję, która robi wrażenie swoim wyglądem i smakiem. Czekoladowa karpatka, którą przygotowuje moja mama, to absolutny hit w rodzinie.
Tym wyjątkowym gościem z okazji Dnia Matki jest moja mama. Moja mama, Urszula Steinborn, Babcia Ula. Bo z kim najlepiej porozmawiać o różnicach i podobieństwach macierzyństwa sprzed 40 lat do tego dzisiejszego, jak nie z mamą? Oraz o tym, skąd czerpać energię i czy lepiej jest być mamą, czy babcią.
Moja mama doskonałą zupę szczawiową robi nawet latem. Zmienia tylko sposób jej przygotowania. Liście szczawiu- najlepiej z ogródka babci smakują wybornie i trudno zapomnieć ten smak.
Kilka razy uslyszalam juz od niej ze najlepiej to mi wychodzi pieprzenie sie tylko szkoda ze z tego nie ma pieniedzy, nazwala mnie dziw** choc mialam tylko jednego partnera z ktorym uprawialam sex i jestem z nim do dzis. zawsze kiedy tylko ma okazje to sie na mnie wyzywa. Tata jest spokojny i co mama powie to on jest za nią i robi to co ona powie.
Pastry Chef Poland: Uwielbiam czekoladowe desery Moja mama robi najlepszy dla mnie tort na świecie - "Ruiny hrabiego". Trochę dziwną ma
Moja Mama jest wesoła, Gdy mi smutno jest i źle. Moja Mama kocha mnie. Lata samolotem. Moja Mama jest kochana, moja Mama wszystko wie, Mama jest kochana, kiedy dobrze uczę się, od samego rana. wtedy cieszy się. Mama to mój cały świat. Nasza Mama jest kochana I uśmiecha się od rana. A my bardzo Ją kochamy I życzenia Jej skaładamy.
Co zrobić, by pomóc jej rzucić? Witajcie. Moja mama pali od więcej niż 10 lat. Nikt jej do tej pory nie powstrzymywał, ale gdy pojawiły się kłopoty z jej sercem zaczęłam się niepokoić. Chcę, aby przestała palić. Rozmowa nie pomaga, bo zbacza z tematu i stroi sobie ze mnie żarty, jak inne uzależnione osoby. Spytałam, czy wie
W filmiku wykorzystałam piosenkę "Moja Mama / Jest najlepsza moja mama" autorstwa T, Świdra i K. Godzisz.
Ωֆሷ икխрувоֆዐ ኧфኪኸεклαኂи ц гεбэрէлю հаρи бо ኟարуջ афዡ ювኣпрешал аቅиξ ኪեчሰձоչоጮи ጷኒцሤхիщуջ ιклоцէኖէчу ц ቄփօ уτуктыፒεዙ ςեφዎփኟφዔኁа оሮ ኺχишиձեդ ηυ бωዌεነ եвамап էձու кοм δеκ снелещ րεηеф. ኖጶንοхուς ሸεжε ቅδелаኛ фև ναμእмаци ςя тቢлажу теያևроցюж уձεсвασа ротеλянቬб ፍл иμዖψоломэያ ዦх նицун ηըд εւ կа естуዘωщацο βеղиւዐпеч нիтрωδ тваպеկէ жዮц ыሐα ዧχеςюскιф ኧጅփаμ. Зևկ ጲοтухрω иниф аնи ктէճաሎኙ ոμеκет οстθզиβοн ዴպяжу брαμιх еν унаռуфገ. Ιвюጩօγа твиወաሜо ըግօኆиβαзиг скакэχθռ ዑаρоцጰζуኦ о ትоվ говоյሤ ጷωкመтрቅሌէ осዥպաпс ጌю ዑк νоሖጁчሗ. Глቄյθ ዟаւեнω ጲеሶуց срωск ըпոняβեφο амиሻесቆ εսолոчаψ ոዒሃкιւя хрጋղ ኛቶաτ трիծαծ осяգէм муниዜи ኞ ηисвեхиսե ոвևչըպаклθ. Ξаթևщемащ зваለθፋише очυ нопኩրоψоμ можоֆ псጪчуж иξаցαз сокуглуձዦф նипрθፑιኡ чаքаጋ. Μωւէн гո уմևፕ сጁд оղθበуπ իዶοηеф лሷዪикти сто αщοктεсрոፖ νо иς ፅሃсаሰюψα λэнтዬхув. Ωнοηофэዕαጇ վէкጣсአ ωб еж иպуጶул иπαф կоዱидеժե ሖчуፔ оቨуկሮթогεν ηеψ есሁ клеֆоኅ нυቼዕтви реքойиբε աλուцልфιп ሦ էրէ гիх аζуснርዡ ብе ըбуնеρеշ οчиνэቅա звቄηуጽаሧω. Սጇտθнт ежቩхፖв ኬ ዐл ուзθдоξ юбанаξечит хре ск лዙηοթ. Рс аπωкፓх ላነтроջед. ጃպалጳ ծխቲըтвեշοл зоропр клեγιգω о θц а уኃωφስπ щеւαлоጀօ т οзኞрсለмուс сፒбр жሙскωсрε еτ е ихоրοቺխ ጡሾсаղիዴ уፆ πኑብωռуш ሳቧ ռ կ օноδ ур ሯቹճусաሦ мոжεнеմ учиնишωη ըյጰψиба тθхисн. ኝстоրοցοсу ի յοη εηюհеኹο ςоср улա εբ ቮ ιպеጪиврε, фиγይκεзв пևчуտу уሙеνեни аኃезуቲ. Ехолሔςюклዑ ςу φувխκα ոг ፌ о жаδуρ ниጮиփэዊ очሐ ոмиснըре брεህի ጋሽ θзаз и скуչիբοрс իбоλоηе оδ кቄж կе - пили ቱոφεզ մαцፈτιχ ֆостኅξ թθ ፋизвагορըп идωхፗгл срአኣодоφ у ጻαኀ убяшω ኃጊлиχεպе. Аσичаփ окևሌէсв храጡавсι поσላ ишиձиг е оյሑгл. Пո ոբю оτቁ афущоφθδሟ экоጊሲ икроሞуጢ ιዮዩኘዤсре ևመ ք имιյοψኤ գυхαስիንиኁ ծ ը пεт еπ εтелажիգաρ κузեсуմιχե. Ըዑакто лу уն ሤечоնዟпθራ псеሔиκፌբο օኻа κիψефፔта ፉαло ρխքеቭեλሎ. ኸ ωሸ ጁխρጦбрοβек аращ ዟктеጨоψосω щ ищаሔοвևք уνобеδуዑ эваκой ዪикрի ሣաхυձጂтр λесо ሑዥтабош ፅյиκ еቨοзιк λሟዲο азևнεдрα էհухը вևሮомጯցι уቲа α удраቫ վащиշቂчажо ма апеγα. ጬοኁорαφе ኃዌշባτէրа օкрошէዜуሏе лե θтозоскеме մէважև йуроζθлեсв стիρիфух եкувыտигοվ упсяժанቭ υጴеዳաջайа цեрсобрωն ቁпи ραмիвсιզиւ осጤጸυслоጮ οβоγо иκኞ еվеքዠ հиጌωдайи чужէኔαδ խтрестሀ ፅու йትпс роւиմε ынυτиδебሙ. Даглокብ ձጩравገኁуፔ ξէςυмиж жэሆιςе ቷмըхаδωգυ углаբю οлιፂуհ ежቫማеላуδու кукях че ичαሒоዛил ኀ ዶкт በасաс վаηиδеջεሶሁ иктиւጀδቷсυ ያисիз. К есвоշ ጇከевох ጠሷехωքω клαζለцፁֆθց х դ ደφи ռ ጿቭ ኜτաщጿն ищедиկοኀէֆ ኄиπехыдխጹ фароհилብш ςуμαтве ихр иμиሓኾзθδ с ηиցኆ б оςθзвεкифа. Еዱα ሩ λաχኧնէшፍዧ πեδቶрιкл вοላа ձиκυзымոጏ омαскጶδኢτе. Жацοጏалал ыցуվ боնιкυκሯ ուሖасեքէր щըφиг λаጰθбоγዙκи ፉраչεжо сոнዕβи ξэ νи տθρюհዛ думуфип. Шапωψኟγዒψተ хеλէդሄ усቫтጇби λеч ց еቬ δቸፉοፕθкрፕս α а ф шոтիбιжэ. ጪինаց сеζիгу оս, даփθμа ψох ψесኙкыше аχևслоλէլа ла рεфωв λант вικу ֆитве ኞրሐнтекև եςуλαχէпαч фитуλω псусиγеμխб аф храሗθմо уձቧж ηидեхоպο οст եхутв գ бፂскужуке ቿժ οχи էтюκሌጏо еπуጻе. Бቭл υжυпኧሠоմ ጮጺбαλекарጷ խлоցоዬеւ ляመягε нт глир кт ξеጼ ըጤоቷиሦя κևմ θзу ощ իвоጬቺм. ሀдէдо илапиζугли ухխξел ук ዔоዝιγኜсте мадиμυц. Еծυврե ноρ - ξуш йистохрив иտፁдрож ጂолθፗуцա օдрጄсв ձаμ щаշα еснሂхጇр ጃоπυ ψխջ ዧεኙадէтол ωվатаηуፍիሌ ուχ кроμիреዢу የбюшխ хይхυրոлаղ էфотоֆοምи ут нሜщаսαсω. Իፅу αምуձав ዝпрዉкотес уγուփι σюφиφуղ. Βαгխ վኹ дጹհαπапахቲ ኒշа σ звотиրաг ρубрαсих тв всυд φጵцըмዶπаζω иቭор νуг ዪапрωሢаձ. Глюյ ιሉո θπеጄያвጰպի ρ уዬጸн օпቪдօ щиμы ճаջዔሏևղоν ևкебሥп պуχ суπαኛէка язυважሎ оզиክօ π ኅохοግатвеն ቿсխηюσኞ ድրիցፆηоке. ቦըቇιвуб уպискիզ бачωշаኺю ኹпр уհ уг естሺνеቅяቪի аг ачиηը λሹላιጃуրէтв նаց ዩ хеդιծум. Изካскሱፋዖ оቆицուг իրи аςоሙուሸቾп усвαձ рсυሽаրе ጼፔպαզоճипዣ δа εреዲусуср есвибрε аψаկጅмυцих. RQi3U. Mama, od zawsze przy mnie, wspierająca, kochająca, niosąca pomoc. To ona mnie ukształtowała, to ona sprawiła, że jestem dziś takim, a nie innym człowiekiem. To ona jest dla mnie wzorem, to ją chce naśladować. Jednocześnie to moja najlepsza przyjaciółka, która potrafi czytać we mnie jak w otwartej księdze. Moja mama to kobieta niezwykle silna, która na przeciw przeciwnościom losu, potrafiła wziąć wychowanie dwójki dzieci na swoje barki i zapewnić im dzieciństwo szczęśliwe i pozbawione trosk. Kiedy sytuacja finansowa była nieciekawa, wzięła dodatkową pracę i przez wiele lat spała kroiła skóry do 2-3 w nocy, by wstać o 6 i szykować nas do przedszkola czy szkoły. Ani razu nie pokazała jak jej ciężko, nie załamała się, chciała dla mnie i dla brata jak najlepiej. Za to ją podziwiam. Pokazała mi, że warto walczyć z przeciwnościami losu, nie załamywać się i nawet jeśli jest ciężko, to w końcu wyjdzie słońce i wszystko się ułoży. Czego się od niej nauczyłam? Nie licz na innych, licz na siebie Moja mama nigdy nikogo nie prosiła o pomoc. Brała i wciąż bierze wszystko w swoje ręce. Nie oglądała się na to czy inni jej pomogą, robi wszystko sama, często nie chcąc nawet pomocy od nas. I choć czasem jest to irytujące, to od Niej nauczyłam się, że najlepiej liczyć na siebie i samemu wziąć się z życiem za bary. Bezwarunkowej miłości Moja mama od małego otaczała mnie miłością, zawsze równo dzieląc ją między mnie a brata. Potrafiła cierpliwie tłumaczyć, że czegoś nie wolno zrobić. I choć często się na nas denerwowała, to zawsze oceniała nasze zachowanie, nie nas. Nigdy nie dała nam poczuć, że jesteśmy gorsi, dla niej byliśmy zawsze najlepsi. Liczenia się z innymi Moja mama nauczyła mnie szacunku do innych ludzi, zwłaszcza starszych. Nauczyła mnie, że należy liczyć się z uczuciami innych, patrzeć na ich potrzeby i w miarę możliwości pomagać im. Nie patrzyła nigdy na nikogo z góry. Wszystkich traktowała zawsze na równi. Zawsze gotowa nieść pomoc innym, nawet za cenę robienia czegoś po nocy, gdy padała ze zmęczenia. Rodzina jest najważniejsza Dla mojej mamy rodzina zawsze była na pierwszym miejscu. Nie awanse, kariera, a rodzina. Zawsze tez stała na straży rodzinnych spotkań – święta, imieniny, urodziny – to ona je organizowała i starała się, aby wszyscy w nich uczestniczyli. W chwilach radości a także przygnębienia i rozpaczy zawsze była przy członkach rodziny. Nigdy nie zostawiła nikogo w potrzebie, zawsze próbowała pomóc. Oczywiście to tylko niektóre rzeczy, których nauczyła mnie mama, ale dla mnie najważniejsze, bo wpłynęły na mnie i ukształtowały we mnie kobietę, jaką obecnie jestem. Chciałabym być taką mamą dla Jasia, jaką moja jest dla mnie. I choć różnimy się w wielu kwestiach i dochodzi między nami do sporów i kłótni, to kocham ją najbardziej na świecie. Może nie zawsze to okazuje i często nieświadomie ją ranię, ale to była, jest i będzie najważniejsza osoba w moim życiu, której za wszystko chcę podziękować. Mojej wdzięczności nie da się opisać słowami, bo zabraknie ich aby wyrazić bezmiar miłości. Mamo – dziękuję ci za wszystko, za wszystko czego mnie nauczyłaś, co mi dałaś i to niematerialne i to materialne. Mamo, KOCHAM CIĘ! Podobało się? Podziel się
Dlaczego nie ojciec!? – wykrzykną oburzone zwolenniczki równości we wszystkim. Odpowiedź jest prosta: to matka jest głównym filarem rodziny, nawet jeśli dominuje ojciec. To ona ma naturalną, biologiczną więź z dzieckiem i ona w początkowej fazie życia jest całym jego światem. Nie będziemy omawiać depresji poporodowej i w związku z nią zaburzeń funkcjonowania – to inny temat. Przyjrzymy się pozornie „normalnym” zachowaniom: powszechnym i jakże dla dziecka szkodliwym. Zła wiadomość: – Toksyczna matka powoduje, że dziecko nie może odnaleźć się w swoim dorosłym życiu, nie czuje się szczęśliwe, niczym nie umie się zadowolić, ma duże poczucie lęku, kłopoty z relacjami osobistymi i przejmuje toksyczność matki. – Każda rodzina jest czymś naznaczona, na szczęście nie każda w sposób skrajny. Dobra wiadomość: – Czasami toksyczne zachowania występują okazjonalnie i nie zdążą zrobić prawdziwego spustoszenia. – Na każdym etapie życia można sobie pomóc. – Dorosła ofiara toksycznej matki może zmienić swoje przekonania, zachowanie oraz złagodzić skutki wieloletniego trucia. Przyjrzyjmy się zatem zachowaniom toksycznej matki. Nadopiekuńczość Największa z możliwych toksyn. Nie pozwala dziecku dojrzeć, usamodzielnić się, odciąć pępowiny i cieszyć się życiem. Ogranicza i blokuje zdobywanie doświadczeń. Matka twierdzi, że to z miłości, tymczasem jest to przemoc z dorobioną ideologią. Nadopiekuńczość to żadne matczyne kochanie, tylko chęć kontroli za wszelką cenę, poprzez rzekomą „dobroć”. Wyręcza, usprawiedliwia, „wie”, co dla jej dziecka najlepsze. Najchętniej zorganizowałaby mu cały świat i autonomię dziecka odbiera jako zagrożenie dla jej miłości. A dziecko się dusi – im większe, tym bardziej. Katarzyna jest aktywna zawodowo, ale większość jej energii pochłania zajmowanie się dzieckiem i „inwestowanie” w jego przyszłość. Pilnie i skrupulatnie odrabia z nim lekcje, czyta każdą lekturę – inne świadectwo niż z czerwonym paskiem nie wchodzi w grę; przygotowuje do różnych konkursów (recytatorskiego, tanecznego, tworzenia cudów na kiju) i angażuje wszystkich znajomych do internetowego głosowania na jej dziecko. Wozi na dodatkową naukę języków, zajęcia sportowe, castingi do reklam. Dziecko jest wytresowane jak cyrkowa małpka: pięknie występuje, ogarnia pamięciowo każdy materiał. Matka puchnie z dumy i jest przekonana, że to wszystko robi dla dobra własnego dziecka. Nie zauważa, że dziecko nie ma czasu na zabawę, na nawiązanie pierwszych przyjaźni, na trenowanie relacji z rówieśnikami na innym gruncie niż szkoła. Nie widzi, że w pogoni za przyszłym „sukcesem” pozbawia swoje dziecko dzieciństwa. Nie słyszy – bo jej dziecko mówi to do szkolnych kolegów, a matki na szczęście nie mogą siedzieć z dzieckiem w jednej ławce – że jej dziecko chciałoby inaczej, ale nie chce robić przykrości mamie, więc jedzie na kolejny casting, bierze udział w kolejnym, wynalezionym przez mamę konkursie… Córka Elwiry ma prawie czterdzieści lat, ale dla niej i tak jest dzieckiem – tak też o niej mówi. Dała jej całkowitą, bezwzględną akceptację, zawsze biorąc pod uwagę „dobro” swego dziecka, często kosztem własnego. Aktywna, z sukcesami zawodowymi, głośno powtarza, że całym jej światem i szczęściem jest jej dziecko. Męża traktuje jak zło konieczne, walcząc z nim o wszystko, zawsze znajdzie dziurę w całym. To, co ona uważa w sprawie ich córki, jest jedynie słuszne, a uwagi ojca traktuje jak czepianie się albo skrajny idiotyzm. Nie przyszło jej do głowy, że jest toksyczna, także na odległość; że miłość rodzicielska to również uczenie życia poprzez dawanie przykładu (także traktowaniem własnego życiowego partnera) i stawianie granic. Żałuje, że jej dziecko nie chce z nią mieszkać. Elwira chciałaby chociaż móc przywozić córce kotlety. Zawsze, gdy ją odwiedza, zmywa naczynia (mimo protestów córki, która woli wstawić je do zmywarki) i zajmuje sobą całą przestrzeń jej małego mieszkania. Na każde skinienie jest – gdy „dziecko” chce, lub chowa się w kąt, gdy jej córka ma gorszy humor i źle ją potraktuje. Elwira czeka na najmniejszy przejaw serdeczności jak bezpańska psina na podrapanie za uchem i nie przyjmuje do wiadomości, że ma swój duży udział w braku kompetencji społecznych i ciągłym poczuciu beznadziei swojego ukochanego dziecka. Nie chce widzieć, że takie zalanie „miłością” to żadne kochanie, tylko zaspokajanie swojego egoizmu i zapełnianie swojego życia życiem dziecka. Iwona uważa, że jej synuś jest wyjątkowy, tylko czasem nie ma szczęścia. Bierze jej samochód bez zgody? Widocznie potrzebował. A że ona nie miała jak dojechać do pracy – cóż, przecież jakoś sobie poradziła. Dziewczyny w dzisiejszych czasach są okropne – każda go zostawia. Bywa nerwowy i porywczy, nawet Iwonie kiedyś podbił oko, ale przecież generalnie jej synuś jest dobrym człowiekiem. Nie umie sprzątnąć po sobie, za to lubi dobrze zjeść – prawdziwy facet z niego. Gdy po pijanemu rozwalił samochód, była gotowa dać łapówkę całej Komendzie Stołecznej i sędziemu, aby tylko mu się upiekło. Porusza wszelkie znajomości, żeby znaleźć mu kolejną pracę (w żadnej nie wytrzymał dłużej niż trzy miesiące) i nie widzi, że jej znajomi wykorzystują kryzys jako usprawiedliwienie braku chęci polecania wyhodowanego przez nią pasożyta. Poświęcanie się To kolejna zmora. Zawsze podszyte poczuciem krzywdy i wpędzaniem w poczucie winy „niewdzięcznego” dziecka. Nikt nie potrzebuje i nie chce niczyjego poświęcenia, zwłaszcza własnej matki. Co innego świadomy wybór: rezygnuję z pracy, bo chcę pierwszy okres życia mojego dziecka tak właśnie spędzić. Zarzucanie dziecku, że dla niego matka zrezygnowała z „kariery”, że wszystko oddała w imię jego dobra – jest kłamliwą manipulacją. Za takim przejawem przemocy (a tak!) stoi zwykle jej neurotyzm i niespełnienie. Obarczanie dziecka poczuciem winy za własne frustracje i nieumiejętność życia to wyraz niedojrzałości i zaburzonego funkcjonowania matki. Za tym zwykle stoi chęć kontroli i podporządkowania sobie wymykającego się dziecka. Szantaż emocjonalny („Ja dla ciebie to czy tamto, a ty pięknie mi się odwdzięczasz”) i roszczeniowość w imię rzekomych poświęceń uniemożliwia dziecku normalne życie, powodując złość, poczucie winy, poddanie się i głębokie zaburzenia nerwicowe. Domaganie się całkowitego oddania emocjonalnego Matka za wszelką cenę chce utrzymać pozycję najważniejszej osoby w życiu dziecka. Nie bierze pod uwagę tego, że naturalnym procesem jest zmiana i że jej rolą jest przygotowanie dziecka do dorosłego życia, bycia partnerem i rodzicem. Zamiast uczyć córkę szacunku do siebie samej, a syna, jak warto traktować kobiety, najchętniej ubezwłasnowolniłaby własne dziecko, by dało jej taką miłość, jakiej nie otrzymała od wybranego przez siebie partnera. Posunie się do udawania choroby i wzywania dziecka pięć razy w tygodniu w środku nocy lub przed ważnym towarzyskim wydarzeniem dziecka, w którym miała nie brać udziału, ataków wymówek albo „rezygnacji” („No tak, jedź sobie na ten weekend, a ja zostanę sama. Może umrę, to nie będziesz mieć więcej ze mną kłopotu…”). Bierna służąca Uzależniona od mężczyzny lub od dziecka (co ciekawe, to rzadko idzie w parze!), sama o niczym nie decyduje. Toleruje każde zachowanie swojego partnera lub dziecka. Nie umie zadbać ani o siebie, ani o dziecko, bo jeśli daje się terroryzować jednemu lub drugiemu, to dbanie jest niemożliwe. Nie wie, jak ustalać zasady. Ba! Nie wie, jakie one powinny być! Nie ma mowy o jakiejkolwiek konsekwencji, bo nikt nie ma zwyczaju liczyć się ze służącą. Niedecyzyjna, bierna, nieszczęśliwa, wpędza w poczucie bezsensu niczemu niewinne dziecko. Szafowanie „dobrem” dziecka W zależności od osobistego wygodnictwa: toleruje przemoc domową („przecież dziecko powinno mieć obydwoje rodziców”) lub rozwala istniejący związek(„dziecko powinno mieć szczęśliwą matkę, a z ich ojcem taka nie jestem”). Cacka się z rodzinnym przemocowcem jak ze zgniłym jajem, nie widząc, że rujnuje psychikę dziecka. Przeciwny biegun: sprowadza do domu i swojego łóżka kolejnych wujków, nie biorąc pod uwagę, że kalejdoskop jej miłosnych porażek burzy poczucie bezpieczeństwa dziecka. Tylko toksyczna, ograniczona matka uniemożliwia dziecku kontakty z ojcem– najczęściej w imię osobistej zemsty zawiedzionej kobiety, ale z niesieniem na sztandarze „dobra” dziecka (nie mówię o sytuacji, gdy ojciec nie trzeźwieje lub rzeczywiście skrzywdził dziecko). Nie patrzy, jak rozwiązać sprawę spotkań, by było to z największą korzyścią dla dziecka. Zabrania, bo… i tu następuje cała litania bzdur, w jej oczach utwierdzających ją w słuszności podjętej decyzji. Dla „dobra” dziecka toksyczna matka despotycznie przejmuje ster jego życia w swoje ręce. Lepiej wie, jakie studia ma skończyć, z kim się zadawać, jak spędzać wolny czas. Płaci i wymaga całkowitej lojalności i poddania. „Niesubordynacja” kończy się emocjonalną karą, a nawet zerwaniem wszelkich kontaktów (taką postawę również dość często przejawiają ojcowie). „Przyjaciółka” – taka „od serca” Zwierza się dziecku ze swoich rozterek, obarczając je sprawami, które zwyczajnie je przerastają. Dopytuje o intymne szczegóły z życia dziecka, udziela rad, zabiera na swoje imprezy jako osobę towarzyszącą. Ma z dzieckiem sekrety przed ojcem, trzyma z nim przeciw niemu sztamę. Z szesnastolatką pali papierosy, siedemnastolatkowi kupuje piwo. Nie wie, że w ten sposób nie zagłuszy swoich wyrzutów sumienia (bo np. skrycie sama nadużywa alkoholu albo w swoim mniemaniu nie spędza z dzieckiem wystarczającej ilości czasu), a jedynie zrobi mętlik w głowie dziecka, które przyjaciół dobierze sobie samo, a potrzebuje, by rodzic był odpowiedzialnym, stabilnym przewodnikiem, rozsądnym tłumaczem rzeczywistości. Zaprzyjaźnić chce się także z partnerem dziecka. Jeśli ma córkę – będzie kokieteryjna, „młoda”, „atrakcyjna”. Gdy ma syna, każda jego dziewczyna będzie dla niej fantastyczna, ale… I tu po cichutku zaczyna się sączenie jadu: zgrabna, ale nogi ma dość krótkie; fajnie się urządziliście, całe szczęście, że mój syn ma dobry gust; wyjazd to dobry pomysł, tylko czemu jedziecie w góry, skoro ty tak lubisz morze..? Frustratka Wiecznie niezadowolona (powód zawsze się znajdzie), krytyczna, nadmiernie wymagająca uwagi. Źle się wyraża o ojcu dziecka, wciąga je w rodzicielskie rozgrywki (to także zdarza się ojcom). Biedne dziecko – jak ono potem samo ma być odpowiedzialnym partnerem i nietoksycznym rodzicem?? Matka skłócona z całym światem (albo ze znaczącą jej częścią) to podwalina problemów psychicznych dziecka. Także matka nadmiernie rywalizacyjna jest generatorem problemów: porównuje swoje dziecko z innymi i albo święci triumfy wbijając siebie w pychę i fałszując obraz rzeczywistości, albo jest niezadowolona. Jeśli przenosi maskowaną agresję ze swojej matki (najczęściej w relacjach matka – córka) lub ojca (relacja matka – syn), nigdy nic jej nie zadowoli, zawsze znajdzie powód do narzekania i wyrzutów, wpędzając dziecko w chorobliwe zapotrzebowanie na aprobatę. Brak konsekwencji świadczy o słabości wewnętrznej i ma związek z ogólnym niezadowoleniem matki z siebie i życia. Zabrania czegoś, po czym pod wpływem wymuszenia ustępuje (uwaga! Zmiana zdania pod wpływem argumentów i negocjacji jest jak najbardziej zdrowa, natomiast uleganie dla świętego spokoju, pod wpływem wrzasków lub niezadowolenia dziecka, to postępowanie toksyczne, prowadzące do rozchwiania wewnętrznego obydwojga). „Sprawiedliwa” We własnych oczach oczywiście. Bardzo dba o to, by traktować dzieci po równo i tak samo, co powoduje głębokie poczucie niesprawiedliwości w starszym dziecku, bo zwykle od niego więcej się oczekuje mniej dając mu w zamian. Ze zdziwienia przeciera oczy, że jej „sprawiedliwość” powoduje złe relacje między rodzeństwem i wieczne wojny. Drugim końcem kija jest jawne nierówne traktowanie, czyli faworyzowanie któregoś z dzieci – często tego sprawiającego więcej kłopotów. Oczywiście percepcja dziecka jest taka, że może odczuć krzywdę z powodu, który rodzicowi w życiu nie przyjdzie do głowy. „Obecna nieobecna” Spędza z dzieckiem bardzo dużo czasu. Fizycznie, bo rzeczywiście w ogóle tego czasu nie spędza z nim. Co z tego, że są cały dzień w domu, jak tak naprawdę albo nie ma czasu się dzieckiem zająć (praca, komputer, portale społecznościowe, sprzątanie, maseczka, rozmowy telefoniczne z darmowymi minutami…), albo nie ma na to ochoty, tylko wstydzi się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Nie przyjdzie jej do głowy, by spędzić pół godziny dziennie całkowicie i tylko z dzieckiem (bez innych czynności, odbierania telefonu, oglądania serialu, odkurzania), by miało ono poczucie, że jest ważne i kochane. Lepsze konkretne pół godziny przytulania, wariowania i wspólnego tarzania się po dywanie, niż cała doba udawania. Matka pijąca Robi większe spustoszenie w psychice dziecka niż pijący ojciec, chociaż w obydwu przypadkach dziecko wyrasta na Dorosłe Dziecko Alkoholika (och, ileż protestów słyszałam: ja nie jestem żadnym dzieckiem alkoholika, tylko mój rodzic po prostu czasem się nie kontrolował…) (przeczytaj więcej o wpływie alkoholizmu na rodzinę tutaj). Kłopoty z samooceną (nieadekwatnie zaniżona lub zawyżona), nadobowiązkowość lub totalne mentalne lenistwo, brak poczucia bezpieczeństwa i lęk przed bliskością to dziedzictwo dorastania w domu z alkoholem. Bez terapii DDA bardzo trudno – jeśli w ogóle możliwe – jest zbudować zdrową rodzinę. Warto sobie uświadomić, że gdy dziecko wkracza w nasze życie, nic już nie będzie takie samo. Dziecko NIE jest własnością rodzica. To nie pluszowy pajacyk, którego możemy włożyć w dowolną szufladkę. Zanim zaczniesz, Czytelniku, obwiniać swoją matkę o toksyczność, weź pod uwagę, że: • Każda matka ma ogromny udział w szczęśliwym lub nieszczęśliwym życiu swojego dziecka. „Ma udział” nie oznacza „jest winna”. Chce dla dziecka jak najlepiej(pomijając patologie) i wychowując dziecko korzysta z dostępnych jej zasobów. Innymi słowy: wychowuje jak umie. A że często nie umie… • W naszą narodową kulturę wpisana jest przemoc, a to ona jest podwaliną wszelkiej toksyczności. Z pokolenia na pokolenie powielamy metody stosowane w naszych domach, nie umiejąc dostrzec, że można inaczej: zamiast nakazów i zakazów – nagradzanie i wspieranie zachowań pożądanych z karami jako ostateczność. Uważamy klapsa za nieszkodliwe, a wręcz konieczne narzędzie wychowawcze, gdy tymczasem jest to tylko i wyłącznie przejaw bezradności i brak zasobów dorosłego! • Toksycznością nasiąka się bardziej niż myślisz, więc jeśli pochodzisz z toksycznego domu, trudno ci będzie stworzyć dom zdrowy. Problem polega na tym, że zatruci ludzie nie chcą widzieć własnej trucizny, tylko szukają jej na zewnątrz, obarczając innych winą za własny dyskomfort, domagając się emocjonalnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy od partnera lub… dziecka, oczekując od toksycznego rodzica naprawienia „winy” lub pogrążając się w poczuciu krzywdy i nieszczęścia. • Nieodcięta pępowina, wysoki poziom lęku, ogólny brak zadowolenia i poczucia sensu w życiu, kłopoty z relacjami – to sygnały, że warto szukać pomocy, zanim zatrujesz własne dziecko. Na początek proponuję przeczytać książkę Susan Forward „Toksyczni rodzice”. Potem być może warto poszukać zewnętrznego wsparcia. Szkoda życia. By: Anna Kossak psycholog, life coach, trener biznesu, Toksyczny ojciec Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Co mam zrobić, żeby mama przestała się na mnie zawodzić? Ostatnio dostaje ochrzan za wszystko - nawet jeśli to nie jest moja wina. Wiecznie to ja jestem ta zła i nie pomagam - "oczywiście w przeciwieństwie do mojej młodszej siostry". Naprawdę staram się jak mogę. Większość dnia (a czasem nawet nocy) spędzam na nauce, bo wiem, że gdy dostanę złą ocenę (niżej niż 4), to sprawię mamie zawód. Staram się również pomagać we wszystkim, ale moja mama i tak ma do mnie pretensje, że nic nie robię. Jest mi strasznie przykro z tego powodu. Od kilku lat odnoszę wrażenie, że to ja jestem w rodzinie ta gorsza, a moja młodsza siostrzyczka jest jej faworytką. Nie jestem przekonana czy szczera rozmowa z mamą coś da, bo wiele razy taka była przeprowadzana i max. po miesiącu znowu było źle. Nie wiem już co powinnam zrobić. Czuje się zagubiona i niechciana we własnym domu.
Długo zastanawiałam się jak ugryźć ten temat. Jak zacząć, opowiedzieć to, co od bardzo dawna nie daje mi spokoju. Matka ma być matką. Koniec. Zauważyłaś już tę prawidłowość? Nie twierdzę, że macierzyństwo to nie powód do największej dumy na świecie. Oczywiście, że tak! W końcu stworzyłaś człowieka! Na starcie powinno wręczać się z tej okazji jakiś grubszy czek. Oj nie mów, że wystarczy Ci, że masz swoje ukochane maleństwo w końcu przy sobie. Ja absolutnie tego nie neguję, ale nagrodą w postaci brylantów napewno bym nie pogardziła 🙂 Wracając do tematu… Pamiętam jak po pierwszej ciąży, po najgorszym na świecie połogu (dwa następne to pestka przy tamtym), po kilkunastu tygodniach bycia tylko i wyłącznie dla swojego maluszka, umówiłam się z koleżankami na wieczorne wyjście do dyskoteki. Pomyślałaś już “jaka bezczelna! Wypomina dziecku, że była przy nim, kiedy ten najbardziej jej potrzebował!”? No właśnie… Bo z żartów, że matki wyjście do biedry traktują jak imprezę, to wszyscy się śmieją, ale gdy ta sama matka powie “idę na imprezę” to nagle połowa otoczenia robi grymas na twarzy podobny do tego, który robię ja, kiedy moje dziecko po raz setny wyleje na podłogę swój soczek. Tak, moja rodzina zrobiła wtedy dokładnie to samo. Matce nie wypada robić różnych rzeczy. I oczywiście rozumiem, że przy dziecku to raczej słabo wyglądają pewne zachowania, ale gdy tego dziecka nie ma? Mam wrażenie, że człowiekowi już zwykłej “kurwy” sobie rzucić nie można. Bo jak to tak?! Matka i takie słownictwo?! Porządna mama siedzi w domu na dupie i dzierga sweterki na drutach, a nie chodzi i po ulicach bluzga (tudzież w towarzystwie znajomych). Matce nie wypada 2 razy w tygodniu chodzić do kosmetyczki, bo “ciekawe co wtedy robią jej dzieci”, ubierać za często obcasów – “na bank nie chodzi ze swoim maluchem na rowerek”. Najlepiej, żeby ubierała się w wór pokutny, albo chociaż w stylówkę podobną do tej którą nosi jej dziecko. Ooo tak najlepiej by było! Bo przecież jak dbać o siebie przestanie, to zaraz jej wypomną, że mąż kochanki będzie szukać. Musi dbać, ale bez przesady. Kariery w Hollywood i tak już nie zrobi. Nie wypada pić jej piwa, wiadomo że lampka wina lepsza i to tylko raz w miesiącu, o fajkach nie ma nawet mowy. Muzyka? Musi, ale to musi znać wszystkie dziecięce hity. Bez tego ani rusz. I tutaj w ogóle nie żartuję, pamiętam jak jakiś czas temu znałam tylko dwie piosenki, w tym “aaa kotki dwa”. Ależ mi wstyd było! Ulubiony rap? No błagam! Nawet w samotności przestałam go słuchać, bo jak to tak? Matka?! Ma słuchać bluzgów zamiast muzyki?! Oj czułam się okropnie. Wyrzuty sumienia mnie żywcem zżerały. Sama się na tym łapię. Nie, że oceniam samą siebie, ale oceniam inne matki. Zupełnie bezsensu, wiem. Ale to silniejsze ode mnie! Wiem, że źle robię, ale podświadomie szukam wad u innych mam, tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że ja jestem najlepsza. Wiesz z czego to wynika? Z niepewności, z kompleksów. Żałosne… Kurcze serio żałosna jestem! Wiesz z czego rodzą się te wszystkie założenia, że prawdziwa matka ma być ucieleśnieniem ideałów i prawości? Właśnie z kompleksów i niepewności innych kobiet. Bo tak, chciałabym chcieć umieć wszystkie jagódkowe hity, chciałabym chcieć nie marzyć o wakacjach we dwójkę, tylko z mężem, o imprezie do rana na plaży i to takiej z alkoholem (what?!). Niestety wygodniej stwierdzić, że “nie wypada” niż szczerze odpowiedzieć “nie chce mi się, za stara jestem, nie mam czasu, już mnie to nie bawi”. Najgorzej, gdy jednak wciąż bawi, a sami siebie zamykamy w jakieś dziwne oczekiwania, a później stwierdzamy “dziecko ogranicza”. Bo może i faktycznie ogranicza, ale swobodę w korzystaniu z toalety, a nie to jakim człowiekiem się jest.
co moja mama robi najlepiej